Star Browser


OPIS

Star Browser – później Twoja Gwiazdka – to jeden z ambitniejszych projektów, który biznesowo miał opierać się na sprzedaży wirtualnych gwiazdek.

Inspiracją były popularne w swoim czasie serwisy internetowe, które pozwalały odpłatnie nazwać najróżniejsze ciała niebieskie, lub nawet je kupić. Projekt miał na celu stworzenie podobnego tworu, ale wielokrotnie bardziej zaawansowanego niż istniejące – co miało pozwolić wpisać się w istniejący trend, ale i jednocześnie wyróżnić się z tłumu. W przeciwieństwie do oferty konkurencji, strona nie miała jednak próbować wprowadzać klientów w błąd, sugerując, że mają jakiekolwiek prawa do zakupionych, czy nazwanych, rzeczywistych ciał niebieskich. Rozmieszczenie gwiazd było przypadkowe, nazwy konstelacji i regionów wymyślone – co jednak paradoksalnie sprawiało, że kupujący stawali się faktycznie ich właścicielami.

Strona miała się składać z wielu tzw. regionów – zawierających dziesiątki konstelacji i setki gwiazd. Użytkownicy mogli wybrać dowolny region i dowolne z niezajętych miejsc – lepsze lub gorsze – adekwatnie również wycenione. Gwiazdę można było nazwać, zapisać na niej dedykację, a nawet zapakować jako prezent. Dla chcących wydać więcej, istniała także możliwość personalizowania gwiazdki poprzez zmianę jej wielkości, koloru, czy nawet wybór niestandardowej ramki opisu. Niechcianą gwiazdę można było zniszczyć, co powodowało, że pozostawała po niej czarna dziura.

HISTORIA

Połowę mojego studenckiego życia mieszkałem w akademiku. Dla kogoś, kto z imprezowaniem i życiem towarzyskim ma niewiele wspólnego, nie był to czas, który z nostalgią mógłbym teraz wspominać. Chociaż nie, że było mi jakoś wyjątkowo źle – po prostu czułem, że tam nie pasuję.

Co gorsza, jakoś się tak składało, że zawsze co roku trafiałem na innych współlokatorów, a i czasem nawet podczas semestru, z różnych przyczyn, zmuszony byłem przenieść się do innego pokoju. Nie byłoby w tym nic ciekawego, gdybym pewnego razu nie trafił do grupy starszego rocznika, której to jeden z przedstawicieli od dłuższego czasu prowadził dość nietypowy biznes. Otóż sprzedawał on… wirtualne gwiazdy.

Prymitywna strona – graficznie i pod względem działania. Kawałek papieru z nadrukiem, jako certyfikat własności. Nie mogłem uwierzyć, że ktoś to kupuje. A kupowali – i to w takich ilościach, że z zysków można się było utrzymać. Zacząłem drążyć temat – okazało się, że takich stron, sprzedających i gwiazdy, i działki na księżycu, i inne cuda, jest cała masa – wszystkie równie prymitywne i wszystkie zdające się zarabiać nawet więcej, niż mój ówczesny kolega. Tak się złożyło, że był to czas, kiedy szukałem pomysłu na nowy projekt. Mając jeszcze w pamięci porażkę Probobobo Machine, stwierdziłem, że ten sprawdzony i pewny biznes jest tym, czego potrzebuję – zrobię to tylko sto razy lepiej!

Pierwsza wersja serwisu była wielkim osiągnięciem, jak na moje ówczesne umiejętności. Zbudowana na bazie jQuery – nie wyglądała jak zwykła strona internetowa, a bardziej przypominała aplikację internetową (zastanawiam się, czy nawet nie wyprzedziła swoich czasów). Automatycznie przewijana mapa nieba była rysowana, ale wyglądała tak dobrze, że do dzisiaj mi się podoba. Różnorodności dodawały konstelacje, ale także wszelkiej wielkości i kolorów gwiazdy, które, miałem nadzieję, niedługo pokryją niebo. Początkowo przygotowany był tylko jeden region o odpowiednio brzmiącej nazwie Initium, ale w miarę rozwoju strony miało być ich dodawane więcej. Szczególnie dumny byłem z systemu prezentów. Gwiazdę można było zapakować i przekazać obdarowanemu specjalny kod, aby mógł on się cieszyć niespodzianką. A jeśli prezent się nie spodobał, to tym samym kodem gwiazdę można było zniszczyć, co skutkowało powstaniem w jej miejscu czarnej dziury. Byłem zadowolony z mojego dzieła, ale było mi też trochę źle z tym, że podkradłem pomysł. Nie chcąc więc robić chłopakom bezpośredniej konkurencji, zlokalizowałem moją stronę na rynek zagraniczny i wymyśliłem jej pierwszą, angielską nazwę – Star Browser.

Wykorzystując doświadczenie „marketingowe” z poprzedniego projektu, zacząłem zamieszczać informacje o mojej stronie gdzie tylko się dało, a następnie zwróciłem uwagę na SEO. W tym momencie zdałem sobie jednak sprawę z poważnego defektu mojego dzieła – jego struktura była kompletnie nieprzyjazna wyszukiwarkom. Postawienie na graficzną formę i stosunkowo mało tekstu sprawiało, że strona była praktycznie nie do zoptymalizowania. Co gorsza, ten sam problem dotyczył adresu, jaki sobie wymyśliłem. Konkurencja na słowo „star” była zbyt wielka, żeby wybić się na sensowną pozycję, a „browser” praktycznie nikt w kontekście gwiazdek nie używał… Pomijając zresztą nawet kwestię optymalizacji, nazwa Star Browser nie mówiła dla przeciętnego użytkownika czym strona faktycznie jest – pasowała bardziej do przeglądarki internetowej, albo w najlepszym wypadku do jakiegoś serwisu z ploteczkami.

Jednak mimo wszystkich problemów jakie napotkałem, udało mi się osiągnąć kilka wejść dziennie – co wtedy było dla mnie zawrotną liczbą, bo oznaczało, że moją stronę w ciagu miesiąca odwiedziło mniej więcej sto osób! Ponownie jednak, żadna z tych osób nie zdecydowała się na zakup, a wizyty były krótkie –  z reguły nie dłuższe niż minuta. Do tej pory nie potrafię wyjaśnić, czy na moją stronę wchodziły kompletnie niezainteresowane osoby, czy forma strony była dla niech zbyt niezrozumiała. Czekałem kilka miesięcy cierpliwie, ciągle budując obecność w internecie, ale ponownie się zawiodłem. Moja strona w wyszukiwarkach praktycznie nie istniała, a ruch z agregatorów linków kompletnie nie spełniał oczekiwań. Tym bardziej opadały mi ręce, gdy porównywałem coraz więcej zarabiającą stronę kolegów z moją – ja prowadziłem teatr dla koneserów, oni szkolny teatrzyk – oni zarabiali, a ja nie.

Ich serwis nie miał nic wyjątkowego oprócz jednej rzeczy – domeny – nazwa była chwytliwa, SEO-lubna i strona była niszowa (po Polsku) – to wystarczyło. O ile pamiętam, nie wymagała żadnego wkładu w jakikolwiek marketing, czy reklamę – wszystko kręciło się samo. Wtedy myślałem, że koledzy mieli po prostu więcej szczęścia niż ja, ale dzisiaj wiem, że to nieprawda. Czy świadomie, czy nieświadomie – oni dostosowali się do rynku (polska wersja zachodniego fenomenu) i klienta (prostota i „swojskość”). Moja wersja natomiast była na przeciwległym biegunie – spełniała wyłącznie potrzeby moich ambicji. Wynik był do przewidzenia już na starcie.

Koledzy nigdy nie dowiedzieli się o moim przedsięwzięciu – miałem pochwalić się, jak już odniosę sukces – sukces, którego nigdy nie było. Przedstawienie ciągnęło się jeszcze jakiś czas. Nie było momentu, w którym powiedziałem „Koniec. Rzucam to!”. Po prostu w moim teatrze dla koneserów odbywał się zwykły, świński kabaret, a ja miałem coraz mniej ochoty grać do pustej sali. Poświęcałem na projekt coraz mniej czasu, przestawałem czytać poradniki, aż w końcu w ogóle o stronie zapomniałem i zająłem się przepalaniem czasu na rozrywce i obijaniu się. Po dość długim czasie przypomniałem sobie jednak o moim dziele i historia z przejściem na bezpłatną wersję powtórzyła się. Był to już jednak zmierzch boomu na wirtualne bzdety (ostali się tylko najmocniejsi gracze), więc także i tym razem nikt nie chciał mojego produktu – nawet za darmo.

Zrezygnowałem z domeny i dedykowanego serwera. Przeniosłem projekt na serwer strony domowej i podpiąłem pod subdomenę. Myślałem wtedy, że tak już zostanie, ale nie jest to jeszcze finał tej historii. Skończyłem studia, rozpocząłem i skończyłem po dwóch latach pracę, zachorowałem. Zmuszony byłem zbierać pieniądze na leczenie w internetowej zbiórce. Było mi jednak bardzo źle tak po prostu żebrać, więc zacząłem wymyślać różne formy gratyfikacji za wsparcie mojej sprawy. Wtedy przypomniałem sobie o gwiazdkach i jak zwykle bezkrytycznie postanowiłem wcielić „genialny” pomysł w życie. Przerobiłem stronę na język polski, zmieniłem jej nazwę na bardziej swojską Twoja Gwiazdka i przygotowałem wzór papierowych certyfikatów. Zbiórka ruszyła – historia powtórzyła się po raz trzeci… Darczyńcy, którzy chcieli mi pomóc, wpłacali niemałe sumy, ale byli kompletnie niezainteresowani otrzymaniem czegoś w zamian. Z początku mnie to nawet irytowało, ale później zdałem sobie sprawę z kolejnej głupoty jaką popełniłem – moja zbiórka wyglądała jak kickstart jakiegoś produktu, a nie pozyskiwanie środków na leczenie. Ci nieliczni, którzy mimo to wpłacali, robili to bezinteresownie i nie zwracali uwagi na moje dziwactwa. Jednak zdecydowana większość ludzi nie rozumiała takiego nietypowego podejścia i była przez to tylko zniechęcona do pomocy. Tak więc, w ogólnym rozrachunku koncepcja wykorzystania gwiazdek zawiodła i pociągnęła za sobą całą zbiórkę na dno. Mimo takiego obrotu spraw, po zakończeniu akcji, wszystkim osobom, które mnie wsparły, sam przyznałem „przymusową” gwiazdkę z podziękowaniami… W ten oto sposób, wirtualne niebo rozbłysło po raz pierwszy w swojej historii – pierwszy i ostatni.

W dniu dzisiejszym, gdy piszę te słowa, Star Browser, a obecnie Twoja Gwiazdka, dalej jest dostępna na moim serwerze strony domowej. Dodawanie nowych gwiazdek jest zablokowane, a całość jest obecna tylko w formie pamiątkowej. Tak też już pozostanie.

PREZENTACJA

http://twoja-gwiazdka.nikr3n.net/