Smartwatch

Komputer na biurku, komputer w plecaku, komputer w kieszeni… i ciągle jeszcze gdzieś mi go brakowało. Przekonałem się o tym przez przypadek, a w zasadzie (żeby zbytnio nie oczerniać przypadku), przez myślenie typu: „Ale fajne, kupię sobie, nie wiem po co, ale kupię sobie…”. Tak, czasem taka mania posiadania prowadzi nie tylko do szybkiej utraty gotówki, ale także do odkrycia czegoś całkiem przydatnego. Tego dnia, kiedy zapłakał mój portfel, dowiedziałem się, że kolejnego komputera brakowało mi na… nadgarstku.

 

Po co mi zegarek?

Od kiedy posiadam telefon komórkowy, od wtedy mój stary zegarek zakładałem praktycznie od święta i w sumie… nie wiem po co. Ani nie można go było nazwać biżuterią (zwykły plastik), ani też nie miał do zaoferowania zbyt wiele oprócz pokazywania godziny. Tyle wolnej przestrzeni na moim nadgarstku, pozostawało więc nieużywane. Do czasu, kiedy kupiłem XYZ.

I tutaj mógłbym już wrzucić opis mojego urządzenia XYZ, przekonywać, że to jest najlepszy model, porównywać do innych i udowadniać wyższość jakiegoś producenta. Nie. Ten tekst nie jest recenzją produktu, a jedynie chęcią pokazania przydatności rozwiązania, jakim jest Smartwatch.

Nie stać mnie (niestety) na kupowanie stosu różnych produktów, żeby móc wyrobić sobie zdanie na ich temat. Tak więc, w celu uniknięcia kompromitacji, będę się starał omijać temat konkretnych urządzeń szerokim łukiem i opisywać tylko to, co jest na chwilę pisania tego tekstu standardem na rynku.

Oznajmię tylko tyle, że używałem i swoje doświadczenia opieram na dwóch zegarkach: Samsung Gear S3 z systemem Tizen oraz Apple Watch 3 z systemem watchOS. GS3 był moim pierwszym zakupem i chociaż, jeśli chodzi o wygląd i możliwości personalizacji nokautuje AW3, to pod względem funkcjonalności i dopracowania kompletnie wymięka. Trochę zresztą w tym mojej winy, bo chciałem używać GS3 z iPhonem (producent deklarował taką możliwość więc krytyka się należy!), ale te urządzenia kompletnie się nie lubią. Wydaje mi się, że miałbym lepsze doświadczenia, po używaniu zegarka z telefonem Samsunga, no ale, że takiego telefonu nie posiadam, to też wzbraniam się od jednoznacznej oceny. Za to AW3, mimo, że nie w moim guście, to działa tak, jak powinien.

 

 

Ugotuje obiad? Zrobi pranie?

Nie… przynajmniej na razie. Ale jeśli nie są to dla Ciebie dyskwalifikujące wady, to poczytaj, co to urządzenie jednak potrafi:

 

  • Powiadomienia!

 

Myślicie pewnie, że to zło – od teraz każde głupie powiadomienie będzie zabierać uwagę i rozpraszać. Nic bardziej mylnego! Zazwyczaj kiedy telefon domagał się mojej uwagi, miałem wymówkę, żeby chwile się poopierniczać. Oderwanie od pracy, wzięcie telefonu, odblokowanie, przeczytanie nieistotnej wiadomości i sprawdzenie „co tam w świecie słychać”. Teraz, gdy przychodzi powiadomienie, po prostu podnoszę nadgarstek i jeśli informacja mnie nie interesuje, to w sekundę o niej zapominam.

 

  • Rozmowy telefoniczne (zegarkowe?)

 

Często (zbyt często) mam tak, że telefon dzwoni wtedy, kiedy nie mogę odebrać. Ale koniec z tym! Teraz już nawet z wysokości tronu, mogę wysłuchiwać tych wszystkich informacji o wylosowanych przeze mnie odkurzaczach, czy innych konkursach, w których mój niezgłoszony numer wygrał. Chociaż tutaj, niestety, nie mam pełnej wolności. Mój model zegarka nie obsługuję eSIM, więc zegarek do odbierania połączeń musi znajdować się w zasięgu telefonu. Jest to więc rozwiązanie w obrębie domu, podczas jazdy samochodem, lub w innych sytuacjach, gdzie wyciąganie telefonu byłoby uciążliwe. Trochę szkoda – telefon mógłby stać się dla mnie kompletnie zbędny w większości sytuacji. Marzy mi się zresztą taka wolność – nie muszę pamiętać o niczym –  nie biorę telefonu, nie biorę portfela – wszystko co potrzebuję, mam na nadgarstku. A właśnie, a propos portfela, to następny punkt.

 

  • Płatności zbliżeniowe

 

Żeby być szczerym, to… jeszcze tego nie używałem. 🙂 Po prostu nie mogę, mój „nowoczesny” bank ma dopiero wprowadzić możliwość płatności Apple Pay, ale tutaj jestem pewien, że to będzie mega ficzer (o ile będzie działało tak, jak powinno oczywiście). Dokumentów przy sobie na codzień nie noszę (najlepiej jakby też były elektroniczne :P), gotówką płacę od święta, więc wyeliminowanie potrzeby targania kart płatniczych, to wyeliminowanie całego portfela! Już zastanawiam się nad zagospodarowaniem pustego miejsca w kieszeni… nie… cholera, coś tam jeszcze zalega – klucze! To punkt następny.

 

  • Inteligentny dom – centrum sterowania

 

Kolejna rzecz, której nie miałem możliwości jak na razie sprawdzić, tym razem z powodu skąpstwa. Ale ten temat jest na tyle istotny, że nie mogłem go pominąć. Tutaj więc, rozważania będą naprawdę czysto teoretyczne – nie mam, nie testowałem, ale koncepcja mi się niesamowicie podoba. 🙂

Wracając więc do kluczy, wyobraźcie sobie, że zamek w drzwiach jest elektroniczny i połączony z Wi-fi. Jedyne co musicie zrobić, żeby te drzwi otworzyć lub zamknąć, to puknąć w wyświetlacz zegarka. Genialne, prawda? Takie zamki mogą być wszędzie – w drzwiach do mieszkania, garażu, schowku na narzędzia – wszędzie! Zresztą, sterowanie zamkami, to nie wszystko. Można sterować tak banalnymi rzeczami, jak światłem w pomieszczeniach i temperaturą. Można mieć dzwonek do drzwi z kamerką i mikrofonem. Można podłączyć dowolne urządzenie pod inteligentne gniazdko i sterować dostępem prądu! Takich pierdół jest cała masa, a rynek ciągle się rozwija. Mam ochotę sprawić sobie na początek chociażby jedną „mądrą” żarówkę i pobawić się tym.

 

  • Muzyka

 

Bezprzewodowe słuchawki + Smartwatch i bez tego nie obejdzie się żaden trening! Pamiętam jeszcze, jak kiedyś biegałem i ćwiczyłem z dyndającą MP3ką na szyi, ciągnącym się kablem i zwykłym zegarkiem jako stoperem. Często MP3ki zapominałem naładować, a uaktualnianie muzyki na niej, nie należało do najszybszych zajęć. Teraz playlistę przygotowuję sobie wtedy, kiedy mam na to ochotę i wszystko automatycznie synchronizuje się do mojego zegarka. Zegarek jak i słuchawki podłączam na noc do ładowania i następnego dnia mogę ćwiczyć tyle, ile chcę, nie myśląc nawet, czy starczy mi prądu. Dobra, jak już jesteśmy przy treningu, to muszę też wspomnieć o… czujniku tętna. 🙂

 

  • Czujnik tętna

 

Bajer – tak – ale jaka fajna zabawa w bicie rekordów! Chodzi o to, żeby tak się zmęczyć, żeby czujnik pokazywał coraz to wyższy wynik. Wiem, powalony jestem. 😀 Podobno zawodowi sportowcy jakoś sensowniej używają tych czujników, ale ja nic lepszego nie wymyśliłem. Dużo przydatniej by było, gdyby taki zegarek mógł mierzyć parametry krwi i np. podpowiadać jak najlepiej w danym dniu ćwiczyć, albo podsuwać dietę na przybranie masy lub schudnięcie. Dla niektórych, to pewnie i alkomat na nadgarstku nie był by bez sensu. 😉 Do podobnych możliwości jednak, daleka jeszcze droga.

 

  • Apki!

 

Tutaj zastanawiałem się, czy jest sens zagłębiać temat? No, bo od czego zacząć? Sam odkryłem może promil tego, co urządzenie potrafi, a każda aplikacja może rozszerzyć te możliwości. Zresztą, o to mi generalnie chodzi – rozszerzanie możliwości – nie jestem ograniczony do tego, co producent sobie wymyślił i zawszę mogę odkryć coś fajnego. Problemem, jest niestety stosunkowo mały ekran, więc na chwilę obecną większość aplikacji (które znam), to jak to określam – „przydatne pierdoły” typu: pogoda, kalendarz, kalkulator. Ale zawsze jest szansa, że pojawi się jakieś genialne rozwiązanie, na wykorzystanie nawet tak małej przestrzeni ekranu.

 

Ale wazelina. Może jakieś wady tego Smartłocza?

Hmm… no na tą chwilę, takich ogólnych, to nie widzę, a poszczególnych urządzeń, tak jak pisałem, nie chcę się czepiać.

Smartwatch może też przeszkadzać… jeśli… nosisz coś innego na nadgarstku… albo nic nie nosisz i… noszenie czegokolwiek… by ci przeszkadzało?… wymyślam już. 🙂

Dobra, znalazłem jeden “minusopodobny” fakt:

W porównaniu do tradycyjnych zegarków, zabawki tego typu szybko się dezaktualizują, tzn. nie jest to biżuteria, którą dasz w spadku swoim wnukom. Możesz oczywiście używać tego sprzętu aż się rozsypie, ale zazwyczaj technologia co kilka lat rozwija się na tyle, że jak porównasz to co masz z tym co możesz mieć, to i tak popędzisz do sklepu. Ale taka jest cena postępu.

I jeszcze jeden:

Można się przyczepić, że jest to kolejne urządzenie wymagające częstego ładowania i brania dodatkowej ładowarki na wyjazdy. Fakt, jest tutaj pole do poprawy, tyle, że… Nie jest to problem samego urządzenia, a raczej prymitywnych baterii. Dokładnie każde, dodatkowe, zaawansowane, mobilne urządzenie jakiego zaczniemy używać będzie miało identyczną niedogodność. Oczywiście jak nie da się ulepszyć baterii, to można zacząć oszczędzać na bajerach – tylko pytanie, czy zamienilibyście swój wypasiony smartfon na Nokię 3310 tylko po to, żeby wyciągnąć miesiąc na baterii? Nie sądzę. 😛

 

Podsumowując – Smartwatch – nie jest to urządzenie niezbędne – bez wszystkiego zresztą da się obejść… no może poza tlenem. Więc jeśli te wszystkie, wychwalane przeze mnie możliwości do Ciebie nie przemawiają albo nie lubisz sobie ułatwiać życia… to po co aż dotąd czytałeś? 🙂

A czy wy używacie Smartwatchy? Przydają się?