Probobobo Machine


OPIS

Probobobo Machine to mój pierwszy projekt, który został ukończony i opublikowany.

Pomysłem było stworzenie nietypowego, płatnego agregatora linków, opartego na zasadach prawdopodobieństwa. Odwiedzający, klikając w duży, okrągły przycisk ze znakiem zapytania rozpoczynał losowanie i był przenoszony pod kompletnie przypadkowy adres zawarty w systemie. Chętni do dodania własnej zawartości mogli za jednego Dolara nabyć 0.000001 szansy na jej wylosowanie – tzw. Chance Piece. „Ułamków Szansy” można było pozyskać więcej, zwiększając tym samym (teoretycznie) częstotliwość wyświetlania powiązanej z nimi strony internetowej.

Do kupienia była pula jednego miliona Chance Pieces, co dla autora miało dać jeden milion Dolarów zysku – dokładnie tyle, ile zarobiła „The Million Dollar Homepage” – inspiracja niniejszego projektu.

HISTORIA

Dzisiaj dla wielu może się to wydawać nieprawdopodobne, ale prawdziwy dostęp do internetu (Neostradę) uzyskałem dopiero w trakcie liceum. Wcześniej miałem co prawda w życiorysie kilka wypadów do sieci poprzez modem telefoniczny, ale zabawa szybko się skończyła po otrzymaniu pierwszego rachunku. Internet był więc czymś nowym w moim życiu. Mimo to znałem już wtedy podstawy HTML i CSS – czytając różne tutoriale i dodatki z czasopism komputerowych (Strefa WWW – ktoś pamięta?). W ten sposób nadarzyła się okazja do sprawdzenia moich umiejętności w praktyce. Oczywiście nie miałem najmniejszej ochoty robić tak, jak wszyscy – jakiś prostych stronek domowych. Tak się złożyło, że przypadkiem trafiłem na artykuł na temat fenomenu „The Million Dollar Homepage” i doznałem olśnienia. Coś tak banalnego idealnie pasowało do moich ówczesnych umiejętności i kondycji finansowej zresztą też. Oczywiście o marketingu, SEO i innych tego typu drobnostkach nie miałem wtedy pojęcia – przecież wystarczy, że będę miał genialny pomysł! A wydawało mi się, że taki pomysł miałem – zamiast pikseli, sprzedawać chciałem… prawdopodobieństwo.

Tak jak podejrzewałem, zrobienie całości nie zajęło mi wcale długo. Musiałem jedynie posiąść trochę szczątkowej wiedzy o PHP (system losowania), MySQL (rejestracja linków) i jQuery (animacja koła zębatego). Wykupiłem najtańszy hosting za SMS-a, zainwestowałem nawet w domenę i… nic. Nikt nie chciał odwiedzać mojej strony, reporterzy nie prosili o wywiad, nie było spektakularnych aukcji o ostatnie kawałki prawdopodobieństwa. Kolejne kilka tygodni zleciało mi na czytaniu artykułów na temat SEO. Wykupywanie reklamy było poza moim zasięgiem finansowych i nie miało sensu – reklamowanie strony, która z założenia miała reklamować innych? Poprawiłem więc tylko kod pod kątem wyszukiwarek i masowo wrzucałem Probobobo Machine do wszystkich darmowych agregatorów linków jakie tylko znalazłem. Po kilku miesiącach ciężkiej pracy uzyskałem dość stabilny napływ użytkowników, rzędu… 0.4 odwiedzającego dziennie – nikt nie wydał nawet dolara. Długo myślałem nad tym, co jeszcze jestem w stanie zrobić, żeby mój pomysł jednak zaskoczył i doszedłem do wniosku, że potrzebuję albo góry pieniędzy, albo masowej rozpoznawalności, albo niesamowitego szczęścia – a nie miałem żadnego z tych atutów. Projekt na tym etapie był dla mnie przegrany.

Żeby kompletnie nie zmarnować włożonego weń wysiłku, poprawiłem szatę graficzną i przerobiłem go na darmową wersję. Miałem już wtedy jednego, czy dwóch odwiedzających dziennie, więc pomyślałem, że ludzie powrzucają jakieś głupoty i będzie to chociaż internetowa ciekawostka. Minęło kilka kolejnych miesięcy. Ruch na stronie powoli zanikał, a w bazie danych nie pojawił się żaden link. Nie umiałem stwierdzić kto dokładnie odwiedzał moją stronę, czego szukał, ani jak tu trafił. Natomiast patrząc na statystyki spędzanego na stronie czasu – jedna odpowiedź byłą oczywista – to co dla mnie wydawało się genialnym pomysłem, kompletnie go nie interesowało.

Poniosłem porażkę. Bardzo bolesną wtedy dla mnie porażkę. Bo zmuszając się do wejścia w światła reflektorów – zrobienia czegoś, co nie było w moim charakterze – zakładałem, że mogę zostać wygwizdanym – ale nie wyobrażałem sobie, że ludzie, najzwyczajniej w świecie, przejdą obok mojego dzieła obojętnie. Analizując potem przyczyny niepowodzenia, zdałem sobie sprawę z jednego, kluczowego problemu. Projekt nie oferował niczego ciekawego dla przeciętnego odbiorcy – nie miał żadnej użytecznej wartości, nie wiązała się z nim żadna ciekawa historia, nie było wokół niego szumu medialnego – po prostu… nie wzbudzał żadnych emocji.

Probobobo Machine wisiało sobie jeszcze w niebycie jakieś trzy lata bez mojej ingerencji. Potem zrezygnowałem z domeny, która tylko drenowała mój portfel. Serwer pozostał – przeznaczyłem go na stronę domową… Cóż za ironia. Zablokowałem możliwość dodawania linków, podpiąłem całość pod subdomenę i tak zostawiłem. Do dzisiaj Probobobo Machine można odwiedzić i zobaczyć. Przetestować się nie da, bo żaden link nigdy nie został dodany. Tak więc na zadane lata temu pytanie „Where will it take you?” mogę dziś zdecydowanie odpowiedzieć – „To nowhere”.

PREZENTACJA

http://probobobo-machine.nikr3n.net/