Nadziemny system dostarczania przesyłek

Wyobrażasz sobie świat bez kurierów? Co, gdyby zbudować system transportowania towarów, który tak, jak prąd podłączony byłby do każdego domu i mieszkania? Za pomocą takiego systemu można by przetransportować dowolną (prawie) rzecz między punktem A i B bez martwienia się o organizację tego procesu. Po prostu wkładamy pakunek do maszyny, wpisujemy adres docelowy i przesyłka sama rusza w drogę do celu.

 


Na początek doprecyzujmy jedno podstawowe założenie. Celem nie jest dostarczenie pralki, krowy, czy palety cegieł. Przesyłki powinny być stosunkowo niewielkie i lekkie, a takie, które przekroczą limit powinny być albo rozłożone na części, albo dostarczone starymi metodami. Tak, kurierów całkowicie się nie pozbędziemy, ale widywalibyśmy ich naprawdę rzadko.

Tory nadziemne

System taki wyobrażam sobie jako lżejszą wersję tradycyjnych torów kolejowych, poprowadzonych na solidnych, betonowych słupach. Tory takie miałyby strukturę sieci. Do każdego punktu docelowego prowadziłoby wiele różnych tras, co w przypadku awarii jakiegoś odcinka, lub jego przeciążenia, pozwalałoby przesyłce przemieszczać się innym węzłem. Ilość takich torów powiązana by była z natężeniem ruchu na danym odcinku. Pojedyncze „pasy” blisko punktów krańcowych, rozszerzające się do prawdziwych autostrad np. między miastami. Jeśli chodzi o punkty krańcowe, to byłoby to coś na wzór paczkomatu – tylko takiego prywatnego, wbudowanego w dom lub mieszkanie. Wystarczyłoby umieścić przesyłkę w środku, zamknąć i wpisać adres. System zająłby się całą resztą – czyli zamówieniem robota i przeniesieniem przesyłki z komory nadawczej do kontenera.

Roboty pająki

Wspomniałem o robotach – to jest najfajniejsza część. Przesyłki transportowałyby autonomiczne pojazdy wyposażone w kontenery. Jak pająki po sieci, tak i one przemieszczałyby się po torach (na poduszce magnetycznej) oraz z toru pobierały energię elektryczną. Dzięki połączeniu z internetem (również poprzez tor?) potrafiłyby same wybrać najkrótszą trasę, a przy tym ominąć uszkodzone i zakorkowane odcinki. W obrębie miasta pająki poruszałyby się z bezpieczną prędkością, ale na węzłach międzymiastowych potrafiłyby się rozpędzać do ogromnych prędkości. Tor nie byłby w żadnym stopniu osłonięty, dlatego pająki powinny być wyposażone w czujniki zapobiegające kolizjom z otoczeniem, a także innymi pająkami. Pająków musiałoby być stosunkowo dużo, tak, żeby czas oczekiwania na transport nie przekraczał kilku minut. Poza tym, po zakończeniu zadania, wolne pająki automatycznie rozdysponowywane byłyby po sieci tak, żeby pokryć każdy jej punkt krańcowy. W razie zwiększającego się zapotrzebowania, pająków można by dodawać praktycznie bez końca – po podczepieniu nowego „posłańca” do toru od razu stawałby on się częścią całego systemu i zaczynał pracę.

Czemu nie drony?

Bo jeśliby nie patrzeć na koszty, to mam wrażenie, że mój pomysł jest bardziej możliwy do zrealizowania. Drony są głośne, nieodporne na kradzież, mają ograniczony zasięg i nośność. Stwarzają też znaczne zagrożenie i dla tego, co lata i dla tego, co na dole. Jeśli wybrać z kolei zwykłe naziemne, autonomiczne pojazdy, to… tiaa… powodzenia z samą nawigacją. Nie wspominając już, że powielają one większość wad dronów i jeszcze dokładają kolejne, jak podatność na korki, czy po prostu to, że są stosunkowo wolne.

Przykłady użycia

Na koniec chciałbym jeszcze pokazać kilka fajnych przykładów jak taki system mógłby zmienić całe twoje życie. Wyobraź sobie, że…

  • Jedziesz na wypoczynek na mazury. Zamówiłeś już miejsce w hotelu, wykupiłeś bilety, pakujesz walizkę… Nie! Nic nie pakujesz! Wszystko, co jest ci potrzebne możesz wysłać nawet w kartonie bezpośrednio do hotelu! A jak o czymś zapomnisz, to możesz poprosić innego domownika o dosłanie rzeczy.
  • Zamawiasz pizze. Dzwonisz, czekasz, czekasz, czekasz, odbierasz, jesz zimną. I jeszcze zapomnieli o napoju… A teraz? Zamawiasz i płacisz na stronie pizzerii. Pizza nie czeka na dostawcę i śmiga do ciebie praktycznie od razu po wyjęciu z pieca. Zapomnieli o napoju? Za 5 minut przychodzi i napój – w kolejnej przesyłce.
  • Musisz wywiercić dziurę w ścianie, ale… nie masz czym. Dzwonisz więc do dobrego sąsiada, żeby pożyczył ci wiertarkę. Oczywiście bez zbędnego łażenia tam i z powrotem wiertarka jest u ciebie w ciągu kilku minut, a po robocie od razu wraca do właściciela.
  • Zamawiasz ciuchy z internetu. Po raz dziesiąty… bo rozmiar nie ten… Teraz ten proces zamiast trwać tygodniami będzie załatwiony natychmiastowo, bo możesz zamówić sobie całą kolekcję rozmiarów, czy nawet kolorów! Bez pakowania, rozpakowywania i wypełniania formularzy zwrotów. Wybierasz ten, który tobie pasuję, płacisz, a resztę od razu odsyłasz.

 

Takich pomysłów mam od groma i myślę, że to jest dowód na to, że taki system ma jakiś sens. Tak jak dzisiaj nikogo nie dziwi rura z wodą, czy kabel z energią, tak kiedyś może nikogo nie zdziwi linia towarowa, podłączona bezpośrednio do domu.