Aplikacja dla nielubiących czekać

Jak często przychodzisz do fryzjera, kosmetyczki, na pocztę, do urzędu i widzisz przed sobą długą kolejkę oczekujących? Rzadko?… Dobra, ale na potrzeby tego konceptu wyobraź sobie, że masz takiego pecha jak ja. I tak w 90% przypadków przychodzisz w najgorszym, możliwym momencie dnia, a potem czekasz, czekasz i czekasz… Czy nie fajnie by było sprawdzić na odległość jakie jest aktualne „obłożenie” danego punktu usługowego? Albo jeszcze lepiej – na odległość zarezerwować sobie miejsce w kolejce? I nie mówię tutaj o skomplikowanych systemach rezerwacji, ale systemie typu: dwa kliknięcia i gotowe. W tym artykule pokaże jak wyobrażam sobie taki system.

Do czego to?

Na początek wyszczególnijmy oczywiście gdzie taki system miałby zastosowanie. A jest to wszędzie tam, gdzie obsługa klienta zajmuje czas i tworzą się kolejki. Na dobrą sprawę, to i w lokalnym spożywczaku osiedlowym mogłoby to całkiem sprawnie zadziałać. Dla uproszczenia zaznaczmy jednak, że robimy taki system wyłącznie dla jednej placówki, a nie całej sieci placówek. Załóżmy, że jest tylko jedno stanowisko do obsługi klientów. Zaznaczmy też, że taki system powinien być możliwy do wprowadzenia możliwie jak najtaniej – osiedlowy sklepikarz raczej nie będzie chciał wydawać grubych tysięcy złotych…

Sprzęt

Jeśli chodzi o sprzęt, to tu raczej zaskoczenia nie wywołam. Aplikacja kliencka będzie przeznaczona na telefony z dwoma najpopularniejszymi obecnie systemami, a jako serwer i kiosk stacjonarny posłuży tablet. Dokładnie rzecz ujmując, będą to minimum 2 tablety. Jeden, którym będzie dysponował sprzedawca, będzie służył jako serwer i centrum sterowania. Drugi jako stacjonarny kiosk. Do tabletu-kiosku możemy jeszcze podpiąć mini drukarkę paragonową, i to tyle jeśli chodzi o sprzęt. Minimalistycznie i prosto – możliwe do zainstalowania w kilka godzin. Z ciekawości spojrzałem jakby to cenowo wyglądało, tak więc:

 

  • 2x tani tablet 400 zł
  • najtańsza drukarka 200 zł

 

Czyli 1000 zł za podstawowy zestaw startowy – całkiem niewielki wydatek.

Do działania systemu potrzebny będzie jeszcze internet ze stałym adresem IP – dodatkowe kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Na tym koszta się kończą!

Jak to działa

Zacznijmy od tabletu-serwera. Działa to po części właśnie jako serwer, a po części jako centrum sterujące. To, co dzieje się „pod maską”, to obsługa aplikacji klienckich. System działa na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”. Czy jest to klient zarejestrowany w kiosku, czy mobilnie, zawsze trafia na koniec kolejki. Jako sprzedawca, widzę na swoim tablecie-serwerze całą tą ferajnę w formie graficznej – z tego poziomu mogę oszacować i zaplanować moją pracę. Jeśli zbliża się koniec dnia, to blokuję rejestrację nowych klientów. A jeśli widzę, że mam na tą chwilę mam ich stosunkowo mało, to rzucam „promocję” -25% na kartofle… i już tłumy walą do moich drzwi! No dobra, a co z klientami, którzy zarejestrowali się, po czy im się odwidziało? Absolutnie… nic! Nie ma kogoś, a jest jego kolej – klikam, że mnie olał (będzie następnym razem +25% na kartofle…), obsługuję następnego klienta w kolejności i tyle. Oczywiście w przypadku jeśli jakiś klient zostanie obsłużony, to jako sprzedawca również będę to musiał manualnie wyklikać w aplikacji – nie widzę innej możliwości sprawdzenia tego. Chyba, że tablet-serwer byłby w jakiś sposób połączony z kasą fiskalną, ale to już nadmierna komplikacja.

Przejdźmy teraz do smartfona, bo to jest najfajniejsza część tego systemu. Powiedzmy, że jestem wielkim fanem lokalnej budki z kebabem. Cenię jednak swój czas równie mocno jak kebaba, i nie chciałbym marnować życia w kolejce. Co robię? Pobieram aplikację „Osman Kebab” i odpalam ją. Moim oczom ukazuje się graficzne przedstawienie klientów czekających w tym momencie w kolejce – z rozróżnieniem na tych zarejestrowanych lokalnie i mobilnie. Są wskaźniki średniego czasu obsługi w dniu dzisiejszym, przybliżony czas oczekiwania, a nawet godzinne wykresy obłożenia budki na tydzień wstecz! Co mi z tego? Już sama ta wiedza daje całkiem sporo, bo nie łażę po prostu po kebaba wtedy, kiedy przybliżony czas oczekiwania wynosi ponad godzinę… To znaczy, że co? Będę gapił się w ekran i czekał na odpowiedni moment? Oczywiście, że nie! Zarezerwujesz sobie miejsce w kolejce na odległość! Oczywiście bez żadnego zakładania konta, rejestracji i innego dziadostwa – będzie tylko potwierdzenie przez kod SMS. Dokładnie cały proces wygląda tak:

 

  1. Klikasz przycisk „Dołącz do kolejki”
  2. Wyświetla ci się informacja o jakiej mniej więcej godzinie będziesz musiał się pojawić na miejscu (oczywiście z lekkim wyprzedzeniem). Zatwierdzasz
  3. Otrzymujesz SMS-a z kodem, który wpisujesz na kolejnym ekranie

 

I to wszystko, właśnie stoisz w kolejce! A tak naprawdę, to możesz robić w tym czasie co chcesz, bylebyś tylko pojawił się o zaplanowanej godzinie. Jeśli kolejka zacznie się kurczyć szybciej, lub dużo klientów przed tobą zrezygnuje, to system będzie cię na bieżąco informował o tych zmianach. W każdym razie, gdy pojawisz się na miejscu, przed tobą będzie jedna, dwie, maksymalnie trzy osoby. A jeśli się nie pojawisz – nic straconego, twoje miejsce od razu zajmie ktoś inny, a ty będziesz miał zablokowaną na jakiś czas możliwość rejestracji. Tak, system nie jest odporny na spóźnialskich, ale to ich problem!

Powiedzmy sobie jeszcze trochę o lokalnym tablecie-kiosku. Działa to podobnie jak wersja mobilna. Widzimy graficznie przedstawioną liczbę oczekujących, z rozróżnieniem na tych zarejestrowanych lokalnie i mobilnie. W tym przypadku proces rejestracji wygląda jednak dużo prościej. Po kliknięciu w przycisk drukuje nam się po prostu bilet z numerem, który jest w tym przypadku naszym dowodem zajmowanego miejsca w kolejce. Takie kioski są już obecne w dużej ilości miejsc, więc tutaj nie ma jakiejś szczególnej filozofii. Po prostu zamiast wielkiego panelu mamy tablet – taka różnica.

Co może pójść nie tak?

Efekt domina w przypadku masowej rezygnacji klientów.

Wyobraźmy sobie taką sytuację, że w kolejce przed nami nie pojawia się 50% klientów. Nagle okazuje się, że zamiast 20 minut na dotarcie, mamy 5 minut… Oczywiście 80% klientów się nie wyrabia, co skutkuje tym, że robi się jeszcze większy rygor czasowy dla tych, którzy są za nimi. I tak aż… do zawalenia się całego systemu…

Oczywiście tragedii nie ma. Miejsce w kolejce, w przeciwieństwie do rezerwacji, nie jest niczym zobowiązującym dla sprzedawcy. Kolejka się po prostu zresetuje. Kilku klientów się obrazi. Ale co z tego? I tak przyjdą. Co to za życie bez kebaba!